Wydanie internetowe Sobota, 27 czerwca 2026
Codziennie blisko spraw Krakowa
Jan i Andrzej Kamińscy przed swoją pracownią zegarmistrzowską
Jan i Andrzej Kamińscy przed pracownią przy ul. Józefa, którą prowadzą od 1993 roku. Fot. Materiały własne
Kraków · Ludzie miasta

„Czynsz nas pokonał”. Bracia Kamińscy zamykają legendarną pracownię zegarmistrzowską po 33 latach

Przy ulicy Józefa na krakowskim Kazimierzu od ponad trzech dekad tykały setki zegarów. Teraz, po raz pierwszy od 1993 roku, w oknie pracowni Jana i Andrzeja Kamińskich zgaśnie światło. Powód? Czynsz, który wzrósł tak bardzo, że dwóch braci-rzemieślników nie jest już w stanie go udźwignąć.

Udostępnij

Kto choć raz wszedł do małej pracowni przy ulicy Józefa, ten jej nie zapomni. Zapach zegarmistrzowskiej oliwy, miarowe tykanie kilkudziesięciu zegarów na ścianie i pan Jan pochylony nad warsztatem, z lupą przy oku. To miejsce wyglądało niemal tak samo przez 33 lata. Od przyszłego miesiąca już go nie będzie.

Wszystko zaczęło się w 1993 roku, gdy Jan Kamiński — wówczas młody zegarmistrz wykształcony jeszcze w krakowskiej szkole rzemiosł — otworzył swój pierwszy zakład. Kilka lat później dołączył do niego brat, Andrzej. „Naprawialiśmy zegarki dziadkom, potem ich dzieciom, a w ostatnich latach wnukom” — wspomina Andrzej. „Niektórzy klienci przychodzą do nas od trzydziestu lat.”

Andrzej Kamiński przy warsztacie zegarmistrzowskim
To przy tym warsztacie przez ponad trzy dekady naprawiano zegarki krakowian. Fot. Materiały własne

Przez warsztat przewinęły się tysiące czasomierzy — od radzieckich Poljotów, przez peerelowskie budziki, po szwajcarskie mechanizmy odziedziczone po dziadkach, które dla rodzin miały wartość nie do wycenienia. „Ludzie nie przynoszą nam tylko zegarka. Przynoszą pamięć o kimś bliskim” — mówi Jan.

Kazimierz, niegdyś dzielnica rzemieślników i drobnych kupców, w ostatnich latach zmienił się nie do poznania. Miejsce dawnych warsztatów zajęły kawiarnie, hostele i sklepy z pamiątkami. Razem z nimi w górę poszły czynsze. „Właściciel podniósł stawkę tak, że musielibyśmy pracować wyłącznie po to, żeby opłacić lokal” — przyznaje Andrzej. „Dla takiego małego rzemieślnika jak my nie ma tu już miejsca.”

Witryna pracowni zegarmistrzowskiej braci Kamińskich
Witryna pracowni, która już wkrótce zgaśnie na dobre. Fot. Materiały własne

„Wolę zamknąć z podniesioną głową, niż patrzeć, jak to wszystko powoli umiera.”

— Jan Kamiński, zegarmistrz

Decyzja nie przyszła łatwo. Bracia przyznają, że odkładali ją miesiącami. „Nie wstydzę się powiedzieć, że płakałem, gdy podpisywaliśmy wypowiedzenie” — mówi Jan. Mimo to w jego głosie nie ma żalu, lecz raczej spokój człowieka, który zrobił wszystko, co mógł.

Zanim na drzwiach zawiśnie tabliczka „Zamknięte”, bracia postanowili rozstać się ze swoją kolekcją. Przez lata zgromadzili zapas zegarków, których nigdy nie wystawili na sprzedaż — nowe, nigdy nienoszone egzemplarze, czekające na swojego właściciela. Teraz wszystkie trafiają do wyprzedaży likwidacyjnej, w cenach, jakich w Krakowie dawno nie widziano. „Niech lepiej cieszą czyjś nadgarstek, niż mają leżeć w szufladzie” — mówi Jan.

Wyprzedaż likwidacyjna — do wyczerpania zapasów

Cała kolekcja zegarków braci Kamińskich trafia do sprzedaży po znacznie obniżonych cenach. Liczba egzemplarzy jest ograniczona — gdy się skończą, pracownia zamknie się na zawsze.

Zobacz kolekcję braci Kamińskich →
Zegarek z kolekcji braci Kamińskich na wyprzedaży
Część kolekcji, która trafia do wyprzedaży — egzemplarze nigdy wcześniej nienoszone. Fot. Materiały własne
∗ ∗ ∗

Wyprzedaż potrwa tylko do wyczerpania zapasów, a tych — jak podkreślają bracia — zostało już niewiele. Dla wielu krakowian to ostatnia szansa, by mieć w domu kawałek historii miasta. Bo gdy zgaśnie światło w oknie przy ulicy Józefa, pewna epoka skończy się na dobre.

Wybierz swój zegarek, zanim zniknie →
Ostatnie egzemplarze · Wysyłka z Polski · Liczba sztuk ograniczona